Witam na moim blogu. Skoro tu trafiłeś, najprawdopodobniej jesteś jedną z osób, które są lub zaczynają być świadome znaczenia ekologii, wpływu środowiska i naszego otoczenia na własne zdrowie. Bardzo mnie to cieszy, mam nadzieję, że będzie nas z czasem coraz więcej.

Nie zamierzam tu nikogo przynudzać ani tym bardziej pouczać. Blog jest zapisem moich obserwacji i doświadczeń. Każdy ma własne zdanie i inne przemyślenia. Wspólny mianownik powinien być jednak ten sam – troska o zdrowie i dobre samopoczucie swoje i swoich najbliższych.

Jeżeli tak jest, zapraszam do lektury.

Moja świadomość zmieniła się z początkiem tego roku, gdy zostałam naprowadzona na kilka kwestii związanych ze zdrowiem. (Dziękuję Kochanie 🙂 ). Wtedy zaczęło się dłubanie w internecie, codzienne, systematyczne szukanie prawdy. Suplementacja, szczepienia, chemia w jedzeniu, naturalne sposoby leczenia, a to tylko mały fragment. Wychowano nas w pewnym schemacie, wpojono pewien styl życia, nie informując, jak dużo pułapek czeka na co dzień.

Żyjemy, nie zastanawiając się nad tym, co właściwie robimy, co jemy, co pijemy, co kupujemy, czym się leczymy, gdy jesteśmy chorzy.

W pewnym momencie, a ten moment miał miejsce około dwa miesiące temu, przed stworzeniem bloga, świat stanął mi na głowie. Pożegnałam McDonalda, zakupy w marketach, ba, nawet na osiedlowym sklepie. Ma to sporo plusów, muszę przyznać. Teraz szerokim łukiem omijam zatłoczone sklepy, odpoczywam na zakupach w pustym sklepie ekologicznym. Mogę na spokojnie pochodzić i popatrzeć na półki z produktami, których do tej pory nie widziałam na oczy. Piekę własnych chleb. W warzywa i mąki zaopatruje mnie lokalny rolnik, który zamówienie przywozi do domu. Nie piję marketowej wody mineralnej. Kupuję bańki 5-litrowe z wodą, którą zużywam do mycia, a z bańkami jeżdżę po żywe mleko od krowy do kolejnego zaprzyjaźnionego rolnika. Który, przy okazji, dorzuca mi do tego jajka od własnych kur.

Nie kupuję już wędlin ani serów, robię własne pasty i pasztety. Na blacie w kuchni stoi teraz kolekcja olejów, piję każdy po łyżce dziennie.

Czy kupowanie ekologicznej żywności miesięcznie wychodzi drożej? Nie wiem, bo prawdę mówiąc tego nie podliczałam. Produkty w sklepie ekologicznym są przynajmniej o połowę droższe niż w zwykłych sklepach. Jednak teraz kupujemy dużo mniej, nie ma już miejsca na bzdury.  Kiedyś standardem był wózek po brzegi wypełniony produktami. Teraz bardziej świadomie planujemy posiłki, rzadko kiedy coś wyrzucamy. Wcześniej wyrzucaliśmy dużo więcej. Nie kupujemy już słodyczy, jogurtów, serków, ciastek ani chipsów. Nic nie zdąży się przeterminować w lodówce.

Nie muszę jednak podsumowywać wydatków, by wiedzieć, że się opłaca. Zdrowie zawsze się opłaca. Zaczęłam od kwestii jedzenia, bo wydaje mi się on najistotniejszy. I wymaga najwięcej zmian i wysiłku. Reszta później.

To tyle w skrócie.

Trzymajcie się ciepło 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *