Szczerze przyznam, że do 4. roku życia nie do końca zwracałam uwagę na pewne rzeczy i wychowywałam dziecko bez specjalnych ograniczeń. Bajek było dużo, słodycze leżały na wierzchu, w zasięgu ręki, dziecko dostawało telefon do ręki przy byle okazji. Aby tylko go czymś zająć i mieć chwilę na zjedzenie pizzy czy zrobienie zakupów w hipermarkecie. Dziś, jak o tym myślę, cierpnie mi skóra.

Dlaczego? Kiedyś nasze dziecko było nie do opanowania. Panie w przedszkolu już mnie kierowały na terapię psychologiczną, bo ADHD, bo podejrzenie autyzmu, bo nie słucha, bo rozwala zajęcia. W domu był bunt jak tylko czegoś nie dostał. Czara goryczy przelała się w momencie, jak wybuchła awantura w sklepie z powodu kartonu ciastek, które mały terrorysta wziął do rąk zaraz po przekroczeniu progu. Kazałam mu je odłożyć, w zamian zaproponowałam, że wybierzemy batonik. Młody zaczął płakać i krzyczeć w niebogłosy. Co gorsza nie dawał się też złapać. Efekt był taki, że wyszłam ze sklepu z krzyczącym dzieckiem pod pachą. Zakupów nie zrobiłam.

Przez najbliższy miesiąc nie miał żadnego dostępu do słodyczy, telewizji, telefonu. Musiał zaakceptować nowy porządek dnia, co, o dziwo przyszło mu łatwiej niż sądziłam. Od tamtej pory zaczęliśmy wprowadzać zmiany powoli, ale konsekwentnie:

Słodycze tylko w weekend

O tej regule słyszałam kilka lat wcześniej i wtedy wydała mi się ona dość okrutna. Przecież słodycze są takie dobre, jak bez nich żyć? Otóż można i nie jest to takie bolesne, jak się wydaje. W tygodniu można je zastąpić owocami lub jogurtem naturalnym z miodem. Obecnie w weekendy młody zjada w małych ilościach słodycze, które dostał na Boże Narodzenie, jednak docelowo planujemy wyeliminować je całkowicie na rzecz domowych słodyczy, zrobionych lub upieczonych samodzielnie.

Wyznaczony czas na bajki

U nas ten czas jest wieczorem, między 18:30 a 20:00. Potem kąpiel, czytanie na dobranoc i spanie. Bajki w telewizji dozwolone są też rano, gdy dziecko wstanie wcześniej, przed nami. O konkretnej godzinie jednak musi je wyłączyć. Oczywiście treści, które ogląda, są pod specjalnym nadzorem.

Gierki jedynie w piątki

Piątek to dzień gierek. Obojętnie na czym, jednak są to gry proste, dostosowane do wieku. Czas też jest ograniczany. W czasach, gdy dziecko mogło grać codziennie, często powodowały frustrację i złość. Zredukowanie grania do jednego dnia w tygodniu jakimś magicznym sposobem sprawiło, że tego problemu już nie ma.

Nie kupujemy przekąsek ani zabawek

Brzmi bezdusznie, ale wcale takie nie jest. Chodzi o spontaniczne zakupy, jak już musimy zabrać dziecko ze sobą. Zabawki można oglądać, ale na zakup konkretnej musimy się umówić. Z reguły pozwalam zostać dziecku na dziale z zabawkami, aby je pooglądało, sama wtedy idę na dział obok, aby mieć go na oku. Przekąski zawsze są w domu (kupuję je sama), więc nie ma konieczności wrzucania ich do koszyka tu i teraz. To wyeliminowało notoryczne naciąganie i wybuchy złości w sklepach.

Jak najwięcej czasu na placu zabaw

Siedzenie na placu zabaw nie musi być udręką. Na szczęście nie musimy go już zabawiać, sam znajduje kolegów. Jak tylko robi się cieplej, zabieramy ten sam ekwipunek: piłkę, grabki, łopatki. Mój żelazny zestaw to sok albo kawa, przekąski i książka. Po ośmiu godzinach w pracy przed komputerem to fajny sposób na relaks. Możemy tak siedzieć do wieczora.

Do tego wszystkiego dodam jeszcze, że telefon do ręki nasz sześciolatek dostaje jedynie w wyjątkowych sytuacjach typu: jesteśmy w trasie i akurat wypada pora bajki. Ogląda wtedy również, aby nie zasnąć w aucie wieczorem, kiedy wracamy do domu. W innych wypadkach nie ma takiej możliwości. Wyszliśmy z założenia, że jego dzieciństwo powinno być wolne od sprzętów elektronicznych, w tym komputera, odtwarzaczy MP3 i bezprzewodowych głośników. Dziecko co prawda uwielbia muzykę i może jej słuchać godzinami, wydaje mi się jednak, że na te wszystkie rzeczy przyjdzie czas i w tym wieku nie jest mu to szczególnie potrzebne. Póki co, robi komputery i telefony z papieru 🙂

     

Zdjęcia: kaboompics.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.