Gdybym miała opisać swoje dzieciństwo w trzech słowach, byłyby to: spokój, beztroska i poczucie bezpieczeństwa (to w sumie cztery słowa). Większość tego etapu w moim życiu przypadła na lata 90′, które wspominam z sentymentem, lubię wracać w myślach do tego czasu. Nie było takiego pędu jak dziś, czas leciał powoli. W wieku mojego syna (ma 6 lat) wychodziłam sama na podwórko na całe dnie. Wszystkie dzieci spędzały czas na świeżym powietrzu, bo nie było wtedy niczego ciekawszego niż to. Wspinanie się na drzewa, robienie bazy, fikołki na trzepaku czy zabawa w chowanego w kilka osób. Do domu wracało się na obiad i na kolację. Rodzice nie musieli nas pilnować, nikomu nigdy nic złego się nie stało. Czasem chodziłam z mamą na spacery do lasu, ona siadała na polanie, ja bawiłam się, nie mając ze sobą żadnej zabawki. Nic nie potrzebowałam, wystarczyły mi patyki i kamienie, i tak było fajnie. Mama była osobą, która była w pobliżu, ale nie ingerowała, w to co robię. Dawała mi swobodę. Żadnych nakazów, ani zakazów.

W dorosłym życiu ją kopiuję. Kiedy siedzę z synem na placu zabaw, lubię obserwować zachowanie innych dzieci i rodziców. Często widzę matki, które „wiszą” nad swoimi dziećmi. Chodzą za nimi krok w krok. Tego nie wolno. Tak nie wchodź. To zostaw, bo to chłopca. Chodź, się pobujamy, chodź porobimy babki. Efekt jest taki, że dziecko biegnie co sił w przeciwnym kierunku, nie słucha, w końcu płacze, bo nic mu nie wolno. Buntuje się, matka swoje, ono swoje. Wyrywa zabawki, rzuca nimi, robi innym na przekór. Matka krzyczy jeszcze bardziej i koło się zamyka.  Patrzę wtedy na swoje dziecko, szczęśliwe, biegające boso, z piaskiem we włosach. Wchodzące na zjeżdżalnię nie z tej strony co trzeba, zakopujące się w piaskownicy po pas. Bardzo rzadko go upominam. Jakimś cudem zna reguły zachowania społecznego, kiedy popchnie czy uderzy, to przeprasza. Nie zabiera, nie wpycha się, nic nie wymusza. Dużo biega, potrzebuje tego jak powietrza. Od dawna słyszę, że powinien chodzić na zajęcia dodatkowe, trenować jakiś sport. Jednak myślę, że ma na to jeszcze trochę czasu. Znam dzieci, które codziennie mają trening, lekcje gry na gitarze, basen czy angielski. Czy jednak na taki natłok obowiązków nie jest trochę za wcześnie? Nie tracą tej beztroski w swoim dzieciństwie? W końcu na schematy i napięty kalendarz przyjdzie czas, to nieuchronne. Czy jest sens to przyspieszać?

Staram się, by dziecko jak najwięcej czasu spędzało na świeżym powietrzu. Ograniczam telewizję, na razie nie ma gier i zabawy telefonem. Gdy ja, jako dziecko, słyszałam, że oglądanie telewizji psuje wzrok, nie chciało mi się w to wierzyć. Tymczasem skupianie wzroku głównie na czymś, co jest blisko, sprawia, że pewne mięśnie w oku przestają pracować. Aby wzrok się nie pogarszał, trzeba je ćwiczyć i jak najczęściej patrzeć w punkty znajdujące się w różnych odległościach, blisko i w oddali. W dzieciństwie i w późniejszym wieku dużo czasu spędzałam przy biurku, pisząc i rysując. Był też okres oglądania telewizji i grania na Pegazusie. Później praca na komputerze, która trwa do dziś. W rezultacie jestem krótkowidzem, a bez szkieł nie jestem w stanie funkcjonować. Dlatego, zanim moje dziecko zostanie zamknięte w szkole na pół dnia, pilnuję, by było na dworze najdłużej jak to możliwe.

Jeśli chcesz, by dziecko było zdrowe i szczęśliwe, nie ograniczaj go, niech ćwiczy sprawność i równowagę. Nie zakazuj, tylko asekuruj, gdy to konieczne. Karm je zdrowo, słodycze ogranicz do minimum. Zabierz telefon, nie potrzebuje go teraz. Pozwól mu samemu dogadywać się z dziećmi, niech uczy się współpracy i zawierania kompromisów. Gdy coś robi źle, rozmawiaj z nim na osobności, nie karć przy wszystkich. Daj mu wolność teraz, bo w szkole zostanie wbity w ramę posłusznego ucznia. Niech się ubrudzi, niech bawi się jak chce, nie zmuszaj, gdy nie chce się czymś dzielić. W tym wieku człowiek jeszcze sam wie, co dla niego dobre, później to inni będą wiedzieć lepiej. Niech broni swojego i dba o swoje potrzeby, przyda mu się to później.

I kochaj. Mów jak najwięcej dobrych rzeczy. Nie krytykuj, tylko umacniaj wiarę w siebie. Mów, że jest grzeczny, a będzie grzeczny. Nie krzycz, tylko tłumacz. Jeśli czegoś wymagasz lub czegoś nie wolno, wyjaśniaj, dlaczego tak jest, aby to rozumiał. Czytaj bajki, poświęcaj tyle czasu, ile możesz. Wychodźcie na rowery, sadźcie razem kwiaty, obserwujcie zwierzęta. Jeśli będziesz dla dziecka bardziej partnerem niż panem i władcą, paradoksalnie, zdobędziesz większy respekt.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.