Dziś trochę o proszkach do prania. Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na skład typowego proszku lub płynu do prania. Zerknijcie na ten, który macie w domu. Generalnie ciężko rozszyfrować hasła w stylu „środki powierzchniowo czynne” itp. Jedno jest pewne – są to środki typowo chemiczne, a więc niespecjalnie zdrowe, zważywszy, że nasza skóra pochłania substancje, z którymi się styka. Przez pewien czas kupowałam delikatne płyny do prania ubrań dla dzieci, w ramach częściowego wyeliminowania chemii. Trwało to do czasu, gdy w supermarkecie któregoś dnia porównałam skład wszystkich płynów, tych zwykłych i tych delikatnych. Okazało się, że niczym się nie różnią! Cena tych rzekomo delikatniejszych była za to oczywiście sporo wyższa.

Długo nosiłam się z zamiarem zrobienia domowego proszku do prania, głównie z braku przekonania i trochę też lenistwa… Jednak, uwierzcie mi, że w momencie, gdy robi się własny proszek (a raczej pastę) do prania, nie wraca się już do kupowania go w sklepie.

Powody są dwa, a może nawet trzy. Po pierwsze, skład jest prosty, bo zawiera tylko wodę, szare mydło i sodę. Nie ma tu miejsca na dziwne nazwy i brak wiedzy, co tak naprawdę jest w środku. Po drugie, wykonanie pasty trwa kilka minut. Można ją wykonać w każdej chwili w domu, wystarczy mieć w szafce zapas mydeł i sody piorącej (jedno mydło, wbrew pozorom starczy na bardzo długo). Po trzecie: taka pasta do prania jest niebywale tania. Koszt wiaderka o pojemności ok. 1 litra, które wystarczy na 1-3 tygodnie (w zależności od ilości prania) to jakieś 35 groszy 🙂

Jest też czwarty powód. Soda, w przeciwieństwie do typowych płynów czy proszków naprawdę dopiera ubrania. Widać to było po jeansach, które po pierwszym praniu w sodzie zrobiły się jaśniejsze. Po raz pierwszy od zakupu, czyli po około roku, naprawdę stały się czyste. Co oznacza, że typowe środki, nie dość, że są dużo, dużo droższe, to jeszcze zwyczajnie nie dopierają ubrań. Ostatnią zaletą jest, to że nasz nos odzwyczaja się od drażniących zapachów. Ubrania pachną czystością, nie chemicznymi środkami. Czuć to, gdy znowu sięgnie się po zwykły płyn do prania i płukania – nie można wytrzymać.

 

Przepis na pastę do prania:

• 30g sody piorącej (kalcynowanej) – można kupić w internecie np. 1kg za 10 zł lub 5kg za 20-30 zł

• 30g szarego mydła – startego na tarce o małych oczkach

• 2,5l gorącej wody

• opcjonalnie: parę kropli dowolnego naturalnego olejku zapachowego (polecam pomarańczę i jaśmin)

 

Wykonanie:

Rozgrzewamy wodę w garnku. Dodajemy do niej sodę oraz mydło i mieszamy tak długo, aż się rozpuści. Jeśli chcemy dodać olejek, musimy poczekać, aż woda trochę ostygnie, inaczej zapach szybko wyparuje.

Wówczas rozlewamy mieszankę do wiaderek lub słoików. Gdy płyn ostygnie, zetnie się i będzie przypominał pastę lub też piankę. Na jedno pranie stosujemy 2-3 łyżki pasty. Więcej nie trzeba. Wkładamy bezpośrednio do bębna z ubraniami. Wodę, która będzie się wytrącać również wlewamy.

Z jednej porcji wychodzi 2,5 wiaderka, co spokojnie starczy na miesiąc prania. Warto się do tego przekonać, szczególnie teraz, gdy ceny idą w górę, a przy okazji zadbać też o zdrowie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.