No i stało się. Mam za sobą drugie badanie poziomu witaminy D3 we krwi. Czekałam na nie, byłam ciekawa, o ile wzrosło, ale spotkał mnie zimny prysznic. Pierwsze badanie robiłam na początku roku i tak niskiego stężenia nie spodziewałam się. 18 µg w ml krwi. To było pierwsze takie badanie w moim życiu. Wg oficjalnych zaleceń norma zaczyna się od 30, ale tak naprawdę normą jest 60-100 µg, a im więcej, tym lepiej.

Po przejrzeniu wyników pobiegłam do sklepu zielarskiego i zaopatrzyłam się w witaminę D3 w kroplach, naturalną z lanoliny Laborell z witaminą K2 MK7. W jednej kropli jest 1600 IU witaminy D3, początkowo przez 2-3 dni przyjmowałam 10 takich kropli, oczywiście przyjmując je zaraz po posiłku i pilnując, żeby posiłek zawierał tłuszcze. Inaczej witamina się nie wchłania. Po przemyśleniu zwiększyłam dawkę do 20 kropli, czy 32.000 IU. To, co podają reklamy telewizyjne to bzdura. Dzienna dawka rzekomo wynosi 1-2.000 jednostek. Tymczasem dr Jerzy Jaśkowski podaje, że dzienne zapotrzebowanie to 5000, Hubert Czerniak mówi, że przy 10.000 poziom praktycznie się nie zmienia, a Andrzej Frydrychowski na którejś z konferencji powiedział, że zapotrzebowanie zimą to nawet 12.000 IU. Skoro był duży niedobór, postanowiłam przyjmować duże dawki.

Co się okazało po dwóch miesiącach? Że poziom witaminy nie podniósł się, spadł do 15 µg. Co oznacza, że z witaminą D3 + K2 MK7 firmy Laborell w kroplach wiecie co można zrobić. Niestety przyjmowanie witaminy w naturalny sposób nie jest proste. Zaczynają się co prawda słoneczne dni, nasłonecznienia można robić od kwietnia do września, bo wtedy daje to rezultaty. Ja jednak mieszkam w bloku, dookoła byłoby dużo widzów, jeśli chciałabym się wystawić na słońce na balkonie. A należałoby wystawiać klatkę piersiową i plecy, najlepiej po pół godziny, w godzinach południowych, od 11.00 do 13.00. To zaspokoiłoby dzienne zapotrzebowanie.

Tutaj nie należy też mylić nasłoneczniania z opalaniem. Należy przyjmować światło słoneczne bezpośrednio na skórę, nie wolno smarować się niczym. Te 30 minut z każdej strony w zupełności wystarczy, potem można się posmarować. I tutaj znowu trzeba uważać. Olejki i kremy to opalania zawierają mnóstwo chemii, którą w całości wchłaniamy. Najlepszy będzie olej kokosowy, oliwa albo np. trochę droższy olej z pestek malin. Dobry kosmetyk to taki, który można zjeść. Posmarowanie skóry zabezpieczy ją przed dalszym wchłanianiem UV A i UV B. Nie warto jednak smażyć się na słońcu, bo to skutkuje oparzeniami.

Wracając do sedna, czyli witaminy D3. Czekałam na efekt suplementacji z nadzieją, że zauważę jakąś zmianę. Nie mam co prawda chorób przewlekłych, rzadko się przeziębiam, a witamina D3 właśnie odpowiada za ok. 70% naszej odporności. Cierpię jednak na chroniczne zmęczenie. Często chce mi się spać, bez kawy nie jestem w stanie zacząć dnia, a i po południu czasem konieczna jest dla mnie drzemka. Dla wielu osób pewnie brzmi to jak błahostka, ale mi taki stan rzeczy dokucza. Czasem czuję się zmęczona własnym zmęczeniem.

Czas teraz na podejście numer 2. Zamówiłam witaminę D3 w kroplach i do tego osobno witaminę K2 osławionego Visanto 🙂 Poczekam na efekt, za miesiąc zrobię kolejne badanie i wyciągnę wnioski. Do tego czasu postaram się trochę więcej siedzieć na słońcu, dla lepszego samopoczucia 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.