Dzisiaj wszystko jest biznesem, to wiemy. Polacy zarabiają coraz więcej i kupują coraz więcej. W ciągu kilku ostatnich lat obijały nam się o uszy różne afery, chociażby z wołowiną w roli głównej. Bosacka mówiła o tym wielokrotnie, ale nie tylko ona. Superwizjer TVN emitował reportaż o rzeźniach, które kupowały chore i martwe krowy. Zwierzęta niejednokrotnie były w tak złym stanie, że nie potrafiły o własnych siłach przejść z ciężarówek do ubojni. Krowy zaciągano liną przywiązaną do nóg lub rogów. Kto ma ochotę przypomnieć sobie te obrazki, może obejrzeć materiał na stronie TVN Chore bydło sprzedam. Takie mięso trafiało do naszych sklepów. Właściciele ubojni znaleźli doskonały sposób na biznes, bo takie sztuki, nadające się tylko do utylizacji, skupowali tanio, a mięso sprzedawali po cenach rynkowych, zarabiając na tym więcej.

Nic nie jest takie, jak myślimy

Kilka ostatnich lat utwierdziło mnie w przekonaniu, by nie wierzyć mediom. To, co nam pokazują, jest tym, co mamy zobaczyć, a prawda na ogół jest całkiem inna. W 2007 roku wybuchła epidemia ptasiej grypy. Wydarzenie było głośne, każdy je pamięta, ale nie każdy wie, o co tam chodziło. Wybito kilkadziesiąt milionów sztuk drobiu, mimo, że dzikie ptactwo nie chorowało, nie odnotowano też przypadku zachorowania u ludzi. Zrobiono to profilaktycznie, po czym sprawa przycichła. Niedawno dowiedziałam się, że cała akcja była zaplanowana. Żaden wirus nie wziął się znikąd, ba, tak na prawdę nawet nie istniał. Drób w Polsce wybito, by zrobić miejsce na rynku dla mięsa importowanego z zagranicy. Nie wiadomo nawet skąd dokładnie mięso to przyjechało. Miało to miejsce przed świętami, kiedy popyt jest największy. Jakiś czas później wybuchła świńska grypa. Tu szczegółów nie znam, ale widać już pewien schemat działania. Niedawno mieliśmy afrykański pomór świń, trąbiły o tym wszystkie media. Znaleziono padłego dzika, rzekomo zainfekowanego wirusem. Dzik ten tak naprawdę został zrzucony z samolotu, był jeszcze zamrożony w momencie znalezienia, a panowały wtedy dodatnie temperatury. Pomijam pytanie na marginesie, jak wirus z Afryki miałby trafić do Polski? Wirusa człowiek mógłby przywieźć bez problemu, ale świnie nie latają przecież samolotem. Padła wtedy decyzja o odstrzeleniu dwustu tysięcy sztuk dzika, co wywołało oczywiście masowe protesty. Domniemuję, że dziczyzna była zdrowa, bo wirus nie istniał. A jeżeli był, został stworzony przez wojsko jak wirus Ebola w Afryce i podany dzikowi, który miał zostać znaleziony. Ciekawi mnie tylko, kto zgarnął dla siebie taką ilość mięsa, które jest i drogie i obłożone restrykcjami, polować można bowiem tylko w sezonie łowieckim.

Mafijny układ

Niedawno dotarła do mnie nieciekawa informacja, która dotyczy polskich hodowców świń. Sprawa dotyczy zwierząt rzekomo sprowadzanych z Danii, które często w momencie przyjazdu są już zarażone Salmonellą, nie są też badane przez weterynarza, co jest wymogiem bezwzględnym. Fałszowana jest niejednokrotnie dokumentacja weterynaryjna i listy przewozowe, nie wiadomo tak naprawdę, skąd świnie przyjeżdżają. Polski hodowca po trzech miesiącach tuczu, za jedną sztukę dostaje 35 zł (słownie: trzydzieści pięć złotych za jedną świnię!). Jednak problem nie dotyczy wyłącznie jawnego procederu wyniszczenia polskiego rolnictwa przez narzucanie głodowych stawek. Chore świnie karmione są paszami zakontraktowanymi wcześniej i leczone lekami niewiadomego pochodzenia. Po podaniu tych leków świnie stają się agresywne względem siebie, pojawiają się u nich uszkodzenia nóg i ropnie, niektóre niedługo potem padają. Za padłe sztuki polski hodowca, zgodnie z zapisami umownymi, odpowiada własnym majątkiem. Kierowany jest przeciwko niemu pozew sądowy i za pośrednictwem polskiego wymiaru sprawiedliwości majątek jest przejmowany. Tak wygląda współpraca z niemieckimi i duńskimi firmami. Chore świnie zabierane są przez firmę dostarczajacą hodowcom paszę i leki. Mięso trafia nie do utylizacji.. tylko do rzeźni, a stamtąd do sklepów i na nasze stoły, co zagraża naszemu zdrowiu. Jednak o tym fakcie jakimś dziwnym trafem media milczą, a sprawa w zręczny sposób zamiatana jest pod dywan.

Poszukiwanie alternatywy

Jak zapewne większość z Was, ja również kupuję mięso w wielkopowierzchniowych marketach. Nie ufam do końca małym sklepom mięsnym, bo mam wrażenie, że mają tak naprawdę tych samych dostawców. Nie mam za bardzo czasu, a zakupy robić trzeba. Mimo, że tak naprawdę wszyscy wiemy, że mięso w sklepach jest nafaszerowane antybiotykami, z racji braku możliwości kupowania gdzie indziej, staramy się o tym nie myśleć. Mięso ekologiczne do niedawna wydawało mi się trudne do zdobycia jak święty gral. Aż nagle nastąpił przełom. Ponieważ musiałam znaleźć nowego rolnika, który ma krowy i sprzedaje mleko, poszperałam na OLX. Znalazłam. Przy kolejnej dostawie zagadnęłam go na temat mięsa i okazało się, że również je sprzedaje. Ma drób, cielecinę, wieprzowinę i własne wędliny. Wszystko ekologiczne, nie karmione paszą i chodzące po podwórku. Doczekaliśmy takich czasów, że, aby nie chorować, powinniśmy przede wszystkim pilnować, aby żywność nas nie truła. Czasem trzeba poszperać w internecie, czasem pójść na lokalny, ekologiczny targ, a czasem po prostu wsiąść w auto i pojeździć po lokalnych wsiach i poszukać samemu gospodarstwa. Nie jest łatwo, ale nie można się poddawać. Nie można jeść śmieci, wyznaję zasadę, że życie mamy tylko jedno i musimy o nie dbać. Wszystko jest możliwe,  jeśli tylko się postaramy. Mam  nadzieję,  że choć część z Was znajdzie w tym artykule inspirację 🙂

11 Comments

  1. Co do mięsa i traktowania zwierząt hodowlanych polecam świetny, wstrząsający film Mieszkańcy ziemi z 2005 roku. Dawno nie widziałam dokumentu, który byłby aż tak dobry.

  2. Mam własny ogródek, skąd czerpię warzywa i owoce gorzej z mięsem, choć może gdybym przeszła się po.sasiedniej wiosce.na coś bym trafiła:)

  3. Też poszukam , ale nie jem mięsa, podstawa to jednak warzywa i problem jest rozwiązany, mam też własny ogródek a teraz dokupujemy działkę owocową, by zmniejszyć ilość chemii. Nie uda się to całkowicie , ale zmniejszy na pewno. Unikam owoców z eksportu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.