Nasz świat gna do przodu. Ciężko znaleźć chwilę wytchnienia, ciężko znaleźć czas na cieszenie się sobą, mamy często wrażenie, że ktoś kradnie nam ten czas. Tak było, gdy się poznaliśmy i mieszkaliśmy 500 km od siebie i tak jest dzisiaj, kiedy mieszkamy razem. Wciąż mamy niezrealizowania cele. Nie marzenia, a po prostu cele, by posiadać dom na wsi. Zdrowy, najlepiej z drewna, bez styropianu i chemii, nie szary i nudny, prosty klocek, jakie dziś się buduje, a klimatyczny, z okiennicami i werandą. Do tego spory teren, sad i miejsce na ogród warzywny. Chcemy uprawiać własne jedzenie jak ludzie kiedyś. Tamci ludzie nie chorowali, my też nie chcemy. Do tych planów doszła ostatnio myśl o krowie. Tak, własnej krowie dla mleka, wystarczy jedna, dla swoich potrzeb. I parę kur dla jajek i zdrowego mięsa. Taka mała, własna farma. Trochę się z tego jeszcze śmiejemy, ale chyba czujemy, że to jedyna droga do zdrowia i niezależności. I psychicznego komfortu. Tego komfortu nie mamy, mieszkając na blokowisku, pracując w branży, której właściwie nie lubimy. Mimo, że chcemy zmiany, nic nowego się nie dzieje. Zupełnie jakbyśmy musieli poczekać tu jeszcze trochę. Bo o tym, że wszystko jest w jakiś dziwny sposób w naszym życiu poukładane, przekonaliśmy się już. Pewne wydarzenia musiały mieć miejsce, aby nastąpiło to, co jest teraz. Średnio rozumiemy to zjawisko i pewnie nigdy nie zrozumiemy go w pełni. Ale zdajemy sobie sprawę z jego istnienia.

Zatrute myśli

Dawno temu żyła sobie dziewczyna, która była bardzo nieśmiała. Miała niskie poczucie własnej wartości i często zdarzało się, że brała winę za różne zdarzenia na siebie. Nawet, gdy żadnej winy nie ponosiła. Łatwo było jej wmówić wszystko. Wystarczyło powiedzieć, a ona w to wierzyła. Chłonęła takie rzeczy jak gąbka, nie potrafiła się bronić. W pracy szło jej słabo, bo uważała się do niczego się nie nadaje. Mimo, że się starała, po prostu nie wychodziło. Brak asertywności przeszkadzał w walce w dzisiejszym świecie, w którym ludzie oszukują, wykorzystują i szukają winnych, gdy coś sami źle zrobią. Mimo wielu złych doświadczeń nie rozgryzała tego, co było, gdy nie dało się już wytrzymać, zmieniała po prostu miejsce. Pracę w korporacji, mieszkanie, partnera. Gdy trzeba było, zaczynała od nowa. W kółko i w kółko. Nie myślała o przeszłości, płynęła po powierzchni, unosząc się na wodzie. Liczył się dzień dzisiejszy i przyszłość, widziana, mimo bagażu, w dość jasnych barwach.
Dawno temu żył też chłopak, pewny siebie i arogancki. Nie dający się wykorzystać nikomu, to on narzucał innym własne zasady. Bez większych perypetii w życiu, z czystą kartą. Mimo, że miał duże możliwości, to jednak z nich nie korzystał. Trwał w tym samym miejscu przez długie lata, nie lubił nic zmieniać. Rozmyślał o wszystkim, głównie o przeszłości. O rzeczach nieistotnych i o rzeczach, które przeminęły. Zatruwał swój umysł każdego dnia. Mówił, że taki po prostu jest. Cierpiał fizycznie i psychicznie. Mimo młodego wieku, chorował przewlekle. Stres w pracy był jego codziennością. Ponieważ emanował zła energią, w życiu głównie był sam. Nie wiedział, dlaczego tak jest, ani jak można to zmienić.

Uzdrowienie praniczne

Niebawem oboje poznali Mistrza. Posiadał on moc uzdrawiania i oczyszczania energią, dostosowywał stare, wschodnioazjatyckie techniki do dzisiejszych czasów. Natrafili na niego przypadkiem, a jakiś czas później postanowili pojechać i skorzystać z pomocy. Głównie chodziło o Niego. Ciężko było żyć, a On stale żył przeszłością i nie pozwalał sobie na porzucenie tego, co było. Miał nadzieję, że Mistrz uzdrowi go z chorób i uwolni od złej energii. Nigdy wcześniej nie korzystali z tych technik i nie wiedzieli, czego w zasadzie się spodziewać. Mistrz przyjął ich i zapytał, co ich tu sprowadza. Gdy mu opowiedzieli, udzielił im kilku wskazówek. Powiedział, że przeszłość i przyszłość nie istnieją. Jesteśmy tu i teraz, siedzimy i rozmawiamy. Nie wiemy, co będzie, a to, co się wydarzyło, jest czymś, czego już nie ma. Mówił, aby nie tworzyć, nie myśleć, bo zrobienie śmietnika w głowie wymaga energii, tak samo jak późniejsze jego posprzątanie. Energię traci się zatem dwa razy. A ponieważ zła energia zbiera się w splocie słonecznym, powoduje notoryczne bóle. Zła myśl powoduje choroby. Czasem nie pomagają leki, ponieważ powodem jest niewłaściwa energia. Mistrz mówił też, aby swoją pracę wykonywać najlepiej jak się umie. Gdy ktoś wyśle nam złą energię, należy odesłać mu dobrą. W najlepszym wypadku otrzymamy ją z powrotem, w najgorszym nie otrzymamy nic. Jeśli ktoś będzie miał zastrzeżenia do naszej pracy, odpowiadamy, zgodnie z prawdą, że wykonujemy ją najlepiej jak potrafimy. Resztą się nie przyjmujmy. Mówił, że nie należy oceniać innych. To, czy są brzydcy czy piękni jest sprawą dyskusyjną, a dyskutować na ten temat nie ma sensu. Są jacy są. Mistrz mówił też o odżywianiu. Radził zrezygnować z mięsa, ponieważ „trupa” się nie je. Ryby też nie są właściwe dla nas, podobnie jak jajka i mleko. Mówił, by jeść to, co rośnie w słońcu i chłonie jego energię. W ten sposób dostarcza się tę energię do ciała, a jest ona bardzo potrzebna. Chodzi owoce i warzywa, surowe, nie przetworzone. Ciało wie, co jest dobre. Gdy widzimy hamburgera, ciało się napina. Gdy widzimy jabłko, ciało nie reaguje. Wtedy można jeść. Należy nauczyć się słuchać ciała, bo mówi nam więcej niż nasze wewnętrzne Ja. To nasze Ja kieruje nami, nie należy mu na to pozwalać. Wywoływanie czy przewidywanie?

Mistrz mówił o sile myśli. Gdy o czymś pomyślimy, to właśnie się staje. Myślimy: jutro poniedziałek, dzień będzie ciężki. I faktycznie, jest ciężki. Albo: szef nie docenia tego, co robię, na pewno nie dostanę podwyżki. W ten sposób sami kreujemy swoją przyszłość. Gdy jesteśmy ciężko chorzy i wierzymy, że wyzdrowiejemy, wówczas ciało samo się uzdrawia. Gdy myślimy, że nie uda nam się z tego wyjść, nasze dni są policzone. Nie należy pozwalać tej myśli samej popłynąć. Należy w pełni ją kontrolować i nadać jej pozytywny wymiar.
Dziewczyna i chłopak wrócili do domu. Podobno zostali uzdrowieni, choć Mistrz wcale ich nie dotknął, nawet nie zbliżył się do nich. Mimo, że właściwie nic się nie wydarzyło, czuli się inaczej, bardziej spokojni wewnętrznie. Dał im proste wskazówki, z których najważniejsza brzmiała: Nie myśl. Tak proste i trudne jednocześnie. Tak proste, że w pierwszej chwili ciężko było to zrozumieć. Myśl jest źródłem wszystkiego. Chłopak do tej pory często miał myśli, które niedługo potem się materializowały. Spotkał kogoś, kogo dawno nie widział lub doświadczył czegoś, o czym pomyślał. Dziewczyna nie miała takich zdolności. Zaczęła ćwiczyć w zwykłych, codziennych sytuacjach: wysyłać myśl, że, gdy wróci do domu, znajdzie wolne miejsce parkingowe lub, że dziś będzie mieć spokój w pracy. Często się sprawdzało. On przestał rozmyślać, bardziej skupił się na teraźniejszości i tym, co ważne. Fizyczny ból odpuścił. Ona zaczęła słuchać wewnętrznego głosu i znalazła w sobie siłę, aby bronić się przed ludźmi z zewnątrz.
 

Razem

Powyższa historia nie wydarzyła się ani w Chinach ani w Japonii, a w Polsce parę miesięcy temu. Mistrz pochodzi z Częstochowy i tam uczy energoterapii. Jeździ po kraju i daje wykłady, które cieszą się popularnością. Nigdy nie natrafilibyśmy na ten przykład, gdyby nie inspiracje dotyczące zdrowego życia, z których zaczęliśmy czerpać pół roku temu. Każdy może przenieść go na swój grunt. Ta historia jest dowodem na to, że, gdy spotykamy właściwą osobę, odróżniające nas cechy charakteru powodują, że się uzupełniamy. Razem tworzymy pewną całość, a przekazując część siebie i tego, co w nas mocne, sprawiamy, że mocniejsza staje się ta druga osoba. Związek to ciągła nauka, wydaje mi się też, że pewne rzeczy i pewne osoby pojawiają się z jakiegoś powodu. Być może to przyciągamy, co tym steruje, nie mam pojęcia. Ale siła myśli jest potężna. Myśl pozytywnie. A, jeśli masz myśleć źle – staraj się nie myśleć wcale.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.